Z serca do serca
- zaborskisad
- 11 cze 2023
- 2 minut(y) czytania
Mając do dyspozycji tylko własny rozpadający się telefon rozpoczynam tworzyć własne miejsce w sieci, nie zależne od nikogo i niczego. Zapraszam Cię w moją podróż. Pewien mój wujek powiedział kiedyś- z Tobą bywa trudno, ale nigdy nudno... I to moje adhd mocno daje się we znaki. Projektów rozpoczętych kilka i wszystkie żyją swoim życiem. Na tej stronie znajdziesz wszystkie razem upięte w kucyk. Pytaj, jeśli to zbyt skąplikowany kucyk. Ale myślę że nie. Dziś jest niedziela.. Część gości wyjechała, koty śpią, kury nie przestają się drzeć, owce wściekłe bo zabrałam im owies. Mamy początek czerwca. Który to dokładnie nie wiem. Sezon letni w pełni. Marzy mi się klasyczna maszyna do pisania. Komputer mnie nie lubi, i nie stuka tak jak stare maszyny z lat 90tych. Taka maszyna nie promieniuje jak laptop. I nie rozprasza dostępem do Internetu. Pewnie fajnie się na niej pisze. Kocham klimaty lat 80/90tych. Żyło się jakoś lepiej, inaczej...wolniej! Niby nic nie było ale wszystko mieliśmy i każdy był szczęśliwy. Ten Internet to jednocześnie hit i kit. Masz dostęp do całego świata ale zalewa Cię masa energetycznych śmieci. Żeby ktoś Cię zauważył musisz błyszczeć w swojej niepohamowanej zajebistości, tylko pamiętaj- musisz być bardziej zajebisty/a od innych. Jak nie jesteś to dotrzesz do pogranicza czyli do jakiś 200- 300 osób z całego miliona- więc nie ciesz się bo to w huk mało. Internet zawsze może się zwiesić jak ta moja kwoka Halyna na jajach, których nawet nie ma bo jajka spadają do dziurki gniazda. Mamy gniazda roll away, żeby kury nie dziobały skorupek.. Więc Halyna wywiązuje że zwiechą dziurkę. Tak mniej więcej działa Internet na wsi. Dlatego wolę starą maszynę od kompa. Nie mam takiej. Może gdzieś znajdę. Czy tylko ja tęsknię do tamtych lat? Pamiętam jak z matką jeździłam maluchem i ten mały wypierdek mechaniczny zatrzymał się w polu kukurydzy. Coś się zepsuło, a wracałyśmy z wypadu nad jezioro. Ależ to była przygoda! Kto nie jechał nigdy maluchem ten nie wie co stracił. Chyba w każdym maluchu był kocyk na "wszelki wypadek" termos i koszyk z kanapkami, parę gratów do samodzielnych prób naprawy jak i srajtaśma, w razie dalszych wyjazdów. Dla mnie- dziecka lat 80, zepsuty maluch był więc przygodą. Dla moich rodziców dramatem. NIE BYŁO WTEDY TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH. Trzeba było czekać aż ktoś się zatrzyma przy tej kukurydzy, weźmie numer do domu, pojedzie tam dokąd się udaje i dopiero zadzwoni poinformować że stoicie w kukurydzy. Pamiętam, że jak ojciec po nas przyjechał było już ciemno. Do dzisiaj kocham buszować po polu ;)

Komentarze